A+/A-
880x220 3

Aktualności

Tutaj można poczuć się jak w domu – warszawska Wigilia „małych braci Ubogich”

Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku, gdy wzruszenie miesza się z radością. Jest takie miejsce w którym spotkać można samych eleganckich, wystrojonych gości. Co to za miejsce, co to za dzień? To Wigilia dla seniorów, wyjątkowy przedświąteczny moment.

Już za kilka chwil opadnie przedświąteczna gorączka, szał zakupów i wielkich przygotowań. Rozpoczną się święta, tak wyczekiwane, tak wymarzone i zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Ale takie marzenia i plany, jak to z marzeniami i planami bywa, często nijak się mają do rzeczywistości.

Święta w idealnej wersji to najbardziej rodzinny w roku czas, magiczne chwile z bliskimi i dalszymi, radość, bliskość, podarunki od serca oraz milion innych zalet. Taka jest etykietka, taka jest wizja ideału. W praktyce bywa różnie, prawda?  Coś pójdzie nie tak, ktoś powie coś, czego ktoś inny nie chciałby usłyszeć - i cała magia pryska w mig. Niejeden pomyśli czy zamarzy, że lepiej byłoby je spędzić w samotności. Zero krzyków, kłótni, stresów i zobowiązań. To jednak takie marzenia, które w momencie spełnienia są jak koszmar.

Dla wielu seniorów Wigilia Stowarzyszenia ''mali bracia Ubogich'' jest jedyną Wigilią jaką będą w tym roku mieć i jedną z nielicznych okazji do spotkania z drugim człowiekiem, z kimkolwiek. Tym bardziej okazją wyczekiwaną jak pierwsza gwiazdka. Nie wszyscy potrafią od razu poczuć taką radosną atmosferą, bo na co dzień towarzyszy im samotność, są do niej przyzwyczajeni. Jednak takie spotkania są po to, by przyzwyczajenia zmieniać.

Rzadko w polskich domach zdarzają się Wigilie na 150 osób, ale tutaj można poczuć się właśnie jak w domu. Bezpiecznie, swobodnie, zwyczajnie, tak jak powinno być. 

- Tutaj jest tak miło - mówi pani Irena - zupełnie inaczej niż w autobusach i tramwajach. Na Wigilii dla seniorów jest już trzeci raz. Są smakołyki, są prezenty, ale dla niej to tylko dodatki do czegoś znacznie ważniejszego. - Tu można po prostu porozmawiać, pośmiać się. Być - dodaje starsza pani.

No właśnie -  ''być''. Właściwie u każdego wysuwa się na pierwszy plan. To chyba najważniejszy czasownik tych świąt, o czym tak często zapominamy. 

- Dosiadłem się do pana Leona, żeby złożyć mu życzenia. – mówi jeden z wolontariuszy - Ma problemy ze słuchem, więc pewnie nie usłyszał, co chciałem mu życzyć. Przysunąłem się bliżej, żeby powiedzieć to prosto do ucha. On obrócił się, zerknął na mnie i się przytulił, tak po prostu. Rzeczywiście często nie potrzeba zbyt wielu słów, a czasem nie potrzeba żadnych. 

Na takich spotkaniach, i na wszystkich innych zresztą też, liczy się przede wszystkim przyjazna obecność. Wie to pan Andrzej: - Najpiękniejsze jest braterstwo dusz, tak to nazwę. Właśnie tutaj wszyscy czujemy się niemal jak siostry i bracia, wszyscy jesteśmy jak przyjaciele od lat.

Grono przyjaciół się powiększa Na pierwszej takiej Wigilii przy stole zasiadło zaledwie 9 osób, teraz niemal 150. Nie ma raczej rozmów o polityce, nie ma kłótni, urazów i wypominania sobie win. Rzeczy złe zostają na zewnątrz. Niby takie to proste i oczywiste, ale w tych rodzinnych spotkaniach i świętowaniu czasami szwankuje. Dlaczego tutaj działa? Za odpowiedź może posłużyć to, czego na święta i cały nowy rok życzy sobie jedna z seniorek.

 - Towarzystwa, choć od czasu do czasu. - Samotni seniorzy mają takie małe, zwyczajne życzenia. Tymczasem wielu z nas towarzystwo w święta i na co dzień wydaje się czymś oczywistym, normalnym, może nawet nudnym i męczącym. I nie potrafimy docenić jak ważna to sprawa.

Relację przygotował Remek Borczyk. Dziękujemy!

Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do atmosfery tego dnia: naszym darczyńcom, wolontariuszom i wszystkim ludziom dobrej woli :)