W dniu 11 sierpnia lubelscy podopieczni Stowarzyszenia „mali bracia Ubogich” wyjechali na „Wakacje Jednego Dnia” do Trojanowa.  Jak było? Co robili i co tam widzieli? Tego dowiecie się z relacji naszej wolontariuszki Małgorzaty Winsyk:

Od dłuższego czasu byliśmy podekscytowani planowanym wyjazdem- w ramach Wakacji Jednego Dnia- do "Farmy Iluzji.

Już sama nazwa przenosiła nas w bajeczny świat zagadkowych zdarzeń. Bladym rankiem, mimo upału udaliśmy się spod siedziby Stowarzyszenia na nasze „małe” wakacje.

Droga z pozoru zwyczajna: miasteczka,wioski i pola. Aż nagle -znaleźliśmy się na ogromnym podjeździe, z którego przez niewielką bramkę wciągnęło nas w prawdziwy świat iluzji.

Na co patrzeć i gdzie iść dowiadywaliśmy się od wspaniałej przewodniczki Moniki, która roztaczała przed nami co chwila nowe atrakcje.Było ich mnóstwo, aż dziw, że w przeciągu kilku godzin można było tyle zobaczyć i doświadczyć.

Nasi podopieczni wydawali się być bardzo szczęśliwi i z uśmiechem otwierali szeroko oczy na nową przygodę. Kto by pomyślał, że na stare lata przyjadę do takiego miejsca - mówiła podekscytowana pani Stasia. 

Zwiedziliśmy muzeum iluzji a w magicznym pokoju raz byliśmy duzi, to znowu bardzo mali. Atrakcji było dosłownie bez liku. Beztrosko - jak małe dzieci bawiliśmy się podczas projekcji filmu o iluzjoniście i jego psotnym króliku. 

W poszukiwaniu cienia, niczym krasnale, schowaliśmy się pod wielkim gospodarskim stołem. Trzeba było dużo odwagi aby przejść obok syczącego z drzewa potężnego węża, nawet wolontariusz Tadek z panem Jankiem mieli stracha, chociaż jak na prawdziwych mężczyzn przystało starali się to ukryć.

Chwilkę wytchnienia mieliśmy na prawdziwej plaży pod palmami, słomianymi parasolami, na wygodnych leżakach. Nie przeraził nas nawet widok pirata i wieloryba. Zafascynowani oglądaniem co chwila czegoś nowego, radośni,w cieniu stojących atrakcji ochoczo zajadaliśmy się specjalnie dla nas dobrze przygotowaną grylowaną kiełbaską, popijając dużą ilością jabłkowego napoju.

Na zakończenie -  delektując się lodami- przyglądaliśmy się zieciom pląsającym pod bacznym okiem animatorek oraz sztuczkom iluzjonisty.

W drodze powrotnej czekała nas mała niespodzianka - magnesik na lodówkę z krzywą chatą podnoszoną przez balony- tą samą pod którą robiliśmy sobie zdjęcia.

Aż żal było wracać!