Poranek 4-go sierpnia przywitał nas wyjątkowo upalnie.  Z tym większą radością oczekiwaliśmy na przyjazd busa, który miał nas zabrać do lubelskiego uzdrowiska.  Warto było czekać! Piękne i stare drzewa zabytkowego parku Nałęczowa dały nam upragnione schronienie przed słońcem. 

Jak było, kogo spotkaliśmy i co trzeba zrobić żeby się zakochać, przeczytacie w relacji naszej wolontariuszki Małgorzaty Winsyk:

Przechadzaliśmy się bajecznymi alejkami parku. podziwiając gibkość łabędzi i zwinność pływających kaczek. Zanurzaliśmy wzrok w leniwej wodzie a siedząc na ławeczce, patrzyliśmy w oczy Bolesława Prusa. Okazało się, że świetnie potrafi słuchać - rozprawialiśmy z nim o "Lalce" i "Kamizelce".

- Jesteś małomówny, ale i tak się cieszę, że jesteś – mówiła do posągu rozczulona Pani Adelajda.  

Mieliśmy też przyjemność wysłuchać koncertu operowego, na który przypadkiem natknęliśmy się pod Pałacem Małachowskim. Śpiew artystów nastroił nasze humory jeszcze pozytywniej.

Kolejnym powodem do naszego zadowolenia był fakt, że pojechała z nami wolontariuszka Kamila Pitucha, który zrobiła piękne zdjęcia.
- Pani Kamilo tutaj! Pozuję na ławeczce! - wołała Pani Witalia.

Pełni radości ze spotkania z Prusem udaliśmy się w gości do chaty Stefana Żeromskiego - tam swoją uroczą osobowością przywitała nas z obrazów  uśmiechnięta Oktawia Żeromska. Odwiedziliśmy na obrzeżach posesji  mauzoleum upamiętniające Adama Żeromskiego. Odpoczywaliśmy w cieniu dorodnych palm w nałęczowskiej pijalni pijąc wodę ze źródełka miłości, kosztując wody czerpanej ze szczelin  w kredowym podłożu. Według legendy kto napije się wody ze źródełka miłości zakocha się w pierwszej osobie na którą spojrzy.

- Kiedy to ja byłam w Nałęczowie? Chyba jeszcze jako panienka. Tyle się zmieniło – opowiadała pani Stasia. Rozmarzeni delektowaliśmy się ręcznie robionymi lodami o wymyślnych smakach. W radosnych nastrojach, ze śpiewem na ustach wróciliśmy do  Lublina.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć naszego wyjazdu w galerii wakacyjnych wspomnień >>